Referencje

REFERENCJE I WSPOMNIENIA Z WYPRAW

,,We have to be very and very grateful to Mariusz and to his Egyptian Sahara company; with his patience, his contacts and his perfect organization, he allowed us to realize our hopes to see the El Alamein battlefields, studied for many years; until you dont go there, you cannot feel what was really that war. The trips on the battlefields of our fathers stired up unusual emotions"

STEFANO ROSSI- historian and writer, Italy

omega307@virgilio.it

 

,,Dear Mariusz. Our vacation in Egypt has been much more than ,, a travel in the desert"; it was a genuine ,,desert experience"! I would like to thank you and your staff for the perfect organization, the excellent company and the riches meals. I hope to have a future opportunity to return with you to the desert. Kind regards. Luca"

LUCA MIGLIAVACCA, Italy

 

,,El Alamein November 2007; a fantastic and unique experience...Thanks!!!"

ALESSANDRO TARGETTI, Italy

http://alessandrotargetti.blogspot.com/2007/11/el-alamein-novembre-2007.html   

http://alessandrotargetti.blogspot.com/2008/03/el-alamein-febbraio-2008.html 

„Minęło już kilka dni od przyjazdu z Egiptu a ja nadal przed snem zamykając oczy widzę tę wspaniałą pustynię gdzie piasek ma kolor słońca i zmienia barwy wraz ze zmianą krajobrazu. Myślę że nie ma drugiego takiego miejsca na świecie, gdzie można zobaczyć tak wspaniały zachód słońca na czarnej pustyni.

Dodatkowo ta tajemnicza atmosfera wokół Groty Kryształowej na srodku pustyni gdzie wiesz że nie ma w promieniu dziesiątków kilometrów żywego człowieka i jest się sam na sam z naturą powoduje niekończące się wspomnienia. Pozdrawiam cię Mariuszu i życzę ci abyś miał nas zawsze w swej pamięci.”

Robert Majda

 

 

 

Wrażenia z Sahary 19.03.07-26.03.07

 Do Kairu dotarliśmy o 2-giej w nocy. Z lotniska odebrał nas Mariusz Budek i ruszyliśmy do oazy Baharija. Już w samochodzie Mariusz częstował nas soczkami i bananami. W hotelu w oazie mieliśmy krótki odpoczynek ze śniadaniem i ruszyliśmy na pustynię. Jechaliśmy dwoma wygodnymi samochodami. Kierowcy są doświadczeni, prowadzą pewnie i z wyczuciem. Jak się potem okazało jeden z nich to „człowiek orkiestra” - był dodatkowo mechanikiem samochodowym, kucharzem, kwatermistrzem, znawcą pustyni i miłym towarzyszem oraz opiekunem. Pustynię zaczęliśmy podziwiać dopiero drugiego dnia. Myślę, że pierwszego byliśmy dosyć zmęczeni i nie docierało do nas jej piękno, kolory i różnorodność.

Już pierwszą noc na pustyni spędziliśmy w bardzo wygodnych i łatwych do rozkładania namiotach. Poranek był świeży i słoneczny, wtedy zaczęliśmy zauważać piękno, które nas otaczało. Mariusz jest fanem i znawcą pustyni. Podchodzi do niej z szacunkiem. Ciągle ją obserwuje, ocenia teren, pogodę i bierze pod uwagę to co może nam zagrażać.

Informuje na bieżąco, co widzimy, z jakiego to okresu i jak powstało. Zna też dobrze historię Egiptu i podczas zwiedzania zabytków wyczerpująco opowiada nam o nich.

Wyjeżdżając wiedzieliśmy, że pustynia jest wielka, sucha i gorąca, ale nie tak różnorodna. Pasuje do niej określenie – krajobraz marsjański.

Sahara ciągle zaskakiwała nas zmieniającym się krajobrazem, wydmami, udziwnionymi formacjami skalnymi, podziemną jaskinią ze stalaktytami i stalagmitami. Takiego bogactwa natury nie spodziewaliśmy się. Do tego dochodzi świadomość, że w promieniu 100 km nie ma nikogo oprócz nas i że jesteśmy całkowicie zdani na naszych opiekunów. Bez nich czekałaby nas pewna zguba. Z jednej strony z dala od cywilizacji, a z drugiej nasz pobyt był całkowicie uzależniony od jej zdobyczy jak samochody, GPS ,telefon satelitarny.

Miło wspominamy nasze wspólne wieczory, gdzie pełni wrażeń i syci po sutej kolacji wypytywaliśmy przy herbatce Mariusza, a on chętnie i zajmująco opowiadał nam o ludziach, wydarzeniach, zjawiskach i zwyczajach Sahary.

Gorąco polecamy wcześniejsze wstawanie i dłuższe poranne spacery przed śniadaniem. Jest wtedy czas na samodzielną kontemplację. Zostały nam również wspomnienia z nocnych „przymusowych” przebudzeń, kiedy niebo leży na głowie, gwiazdy można sięgać ręką i cisza dzwoni w uszach.

Zaskoczeniem również było to, że piasek jest wcale nie dokuczliwy, a wręcz miły w codziennym kontakcie i nie przeszkadza w czasie spania i przy jedzeniu.

Ograniczone mycie jest wystarczające i nie stanowi żadnego problemu.

Osoby, które lubią kontakt z naturą i życie biwakowe, na pewno nie będą miały jakichkolwiek zastrzeżeń do imprezy zorganizowanej przez Mariusza Budka.

Przygotowanie, organizację, sprzęt, wyżywienie i całą logistykę oceniam na 5-kę.

Jeśli planujecie wyjazd z Mariuszem Budkiem na Saharę i chcecie dowiedzieć się czegoś więcej od jej uczestników to możecie kontaktować się również z nami.

 Małgorzata i Piotr Filipowicz

tel: 0501 030143, 022 6441422

p.filipowicz@vuecom.net

 

 

 JUNKERS-INCENTIVE  ( X 2007 )

Pustynia egipska nie tylko miejsce na mapie; to doznanie i trzeba przyznać, że nieco odbiegające od naszej codzienności; słońce, wszędobylski piasek (chciało by się powiedzieć wszędopylski) , spiekota, suchość w gardle powodują pragnienie nie tylko łaknienia kubka z wodą, pogłębiają wewnętrzne pragnienie nieskończoności. Ciekawe, że pot nie zdąży zawilgocić ubrania – tak szybko paruje. Nic się tu nie zmarnuje - dosłownie nic; każdy najmniejszy odpadek zawierający jakiekolwiek organiczne związki mineralne jest natychmiast przetwrzany w strukturalny kawałek łańcucha pokarmowego przez jej uczestników: chrabąszcze skarabeusze, seledynowe jaszczurki i pustynne liski zwane dziwnie brzmiąco fenkami. Także każde doznanie zmysłowe jest mam wrażenie pochłaniane przez niedotykalną część ludzkiej psyche. Wchodzi do wewnątrz człowieka, dotyka  wewnętrznej przestrzeni sacrum, zaś psychice daje fantazyjną refleksję.Mieszkańcy  oaz wcale nie robią wrażenia agresywnych fanatycznych żądnych zemsty, jak próbują ich kreować nasze media. Są pogodni, mają czarne życzliwe oczy, uśmiechnięte twarze i są zawsze gotowi do pomocy. Modlą się do Allaha kilka razy w ciągu dnia zgodnie z regułą islamską zapewne powierzając mu swoje i nasze troski.Nasza junkersowa grupa eksedycyjna jest już znużona i pełna niezapomnianych wrażeń; na deser, który miał formę kolacji pływaliśmy na ekskluzywnym statku rozkoszując się smakowitymi egzotycznymi potrawami i uroczą tancerką brzucha nieustannie wzmagającą apetyt, bo kolacja była wyśmienita. :)Długo nie zapomnimy polskiego „Indiana Jones'a” Mariusza Budka z Kairu. Na codzień można go spotkać w pewnej kairskiej kafejce pykającgo fajkę wodną z kubkiem aromatycznej herbaty. Kafejka znajduje się na pełnym egzotyki kairskim bazarze znanym wszystkim miejscowym i turystom .

Mariusz Budek – nasz przwodnik i organizator, osiadł na stałe w Kairze, założył tam rodzinę i zarabia na życie realizyjąc swoje marzenia i jak sam mówi marzenia innych. Te marzenia to wyprawy w tajemnicze, piękne i niezmierzone pustynne piaski kryjące mnóstwo  niewiarygodnych tajemnic (o kilku z nich można przeczytać na stronie http://www.egipska-sahara.pl/index.php?id=5 ). Jego towarzyszami i jednoczesnie przyjaciółmi są mieszkańcy oaz Baharija, el Heiz i El Farafra. Są także wspaniałymi kucharzami  - koniecznie trzeba spróbować posiłków Gamala w szczególności smakowitych zawiesistych zup (siorba) lub sosu molochija.

Jacek Dunikowski RBPL

Junkers ( incentive )  duni@centrume.krakow.pl


WYPRAWA FOTOGRAFICZNA LISTOPAD 2008

http://www.kaczmarczyk.lap.pl/index.php?id=muhariq

http://www.kaczmarczyk.lap.pl/index.php?id=muhariq_ok

http://www.kaczmarczyk.lap.pl/index.php?id=akabat

http://www.kaczmarczyk.lap.pl/index.php?id=biala-w

http://www.kaczmarczyk.lap.pl/index.php?id=dziob

http://www.mareklejbrandt.com/galeria/egipt


JUNKERS & GRUDNIK EXPEDITION 2008

Stanowimy grupę żądną wrażeń: nasi goście z różnych stron Polski i my: wieloletni partnerzy z Grudnika i Junkersa. Jedziemy na spotkanie przygody na piaski egipskiej pustyni.

Kair, Giza, Ain Sukhna nad Morzem Czerwonym, Alexandria i nareszcie.....pod hotel w ogrodach Faruka podjeżdża zmotoryzowana karawana Mariusza Budka, z pierwszego samochodu wychodzi  Gamal, to mieszkaniec z oazy El Heiz...salam alejkum, fenkju bardzo my friend. Bez nich marny byłby nasz los na pustynnych piaskach. Na pewno zadbali o prowiant i wodę, Gamal musi dowieść nas do celu i ugotować nam posiłek ((!)pustynnej zupy Gamala nie znajdziecie w kulinarnych przewodnikach Michelina, ten pożywny pustynny eintopf potrafi jedynie ugotować właśnie on). Dzień wcześniej w drodze do Aleksandrii przemierzaliśmy pustynne połacie położone w miejscu starodawnych „ogrodów kontemplacji” Ojców Pustyni: Sketis, Nitria, Cele, z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Dzisiaj to Wadi Natrun i Kellia.

Po kilku godzinach od wyjazdu z Aleksandrii wjeżdżamy w El Alamein nad Morzem Śródziemnym. Mariusz prowadzi nas przez wypalone, naznaczone wojną miejsce. To pola bitewne kampanii afrykańskiej z II-giej wojny światowej; cmentarze włoskie, niemieckie i ich monumentalne grobowe mauzolea. Dziesiątki tysięcy poległych Włochów, Niemców, Brytyjczyków zmarłych od ran, wycieńczenia i głodu.... Monumentalny posąg grobowej świątyni poległych w bitwach na Pustyni Alamein poprzedza długa kamienista aleja. Co kilka metrów podbiegają do nas bose dzieci, o smagłej cerze, domagając się cukierków. Na końcu alei stoi białe grobowe mauzoleum, w środku ołtarz z figurką Madonny ....salve Regina.

Przed wejściem stoi cichutko staruszek Rasul, pomarszczonymi ustami szepcze modlitwy przeciągając między palcami muzułmański różaniec, jest ubrany w białą tunikę zwaną galabija i biały turban na głowie; w jego niebiańsko spokojnych oczach odbija się biel otaczających skał i murów mauzoleum, obok na stopniach schodów leży koc i poduszka; starzec nie opuszcza swego posterunku nawet nocą, jest koniec świętego Ramadanu więc posila się nocą tym, co przynosi mu jego wnuczek; pełni rolę jakby Charona, strażnika umarłych, przez jedenaście lat zbierał szczątki poległych włoskich żołnierzy z Pustyni Alemein, pieczołowicie wkładał do trumiennych kapsuł.  Teraz opiekuje się nimi dniem i nocą. Podobno przychodzą do niego zmarli; ci, którzy nie wiedzą, że umarli.... a on ze spokojem uspokaja ich ...salammmm śpijcie spokojnie.

Później rozbijamy obóz na pustynnym bitewnym polu Alamein, wiatr tak mocno smaga płaszczem namiotu, że nie sposób usnąć; demony wojny rzucają cienie na pustynne pola śmierci nadziane zardzewiałymi pociskami. Mariusz mówi, że miny czołgowe są głęboko przysypane, więc śpimy spokojnie i miny pod nami. Za dnia ostrożnie stąpamy po zaminowanych kamienistych połaciach; dotykamy resztki machin wojennych, kul, granatów, bomb, min; wdychamy zapach polowego szpitala, w którym walają się fiolki po żołnierskich medykamentach.... Teraz pokrywa to miejsce wszechobecna przeraźliwa cisza, ruiny szpitalnych ścian penetrują kolorowe jaszczurki i pustynne węże.

Po krótkim posiłku jedziemy na południe; wkraczamy w ponurą bezkresną Depresję Qattara, przecinamy ją na kilkusetkilometrowym odcinku, to prawdziwy rajd, niektórym puszczają nerwy, nagrzany pustynny pył zalepia nam usta i oczy. Mariusz mówi, że nasza grupa to pierwsi Polacy na Pustyni Alamein  i pierwsza polska grupa, która przejechała największą depresje w Afryce- Qattara – to niesamowite.

Pod wieczór dojeżdżamy do oazy El Baharija, mijamy ją szybko postanawiając rozbić wigwamy na Pustyni Białej Wschodniej. Jest wspaniale, świeża zmrożona woda zakupiona w oazie smakuje jak wykwintne wino, a zaczarowany eitopf Gamala sprawia, że znowu wracają nam siły, zupa pachnie tak czarująco, że strachliwe pustynne liski zwane fenkami towarzyszą nam w posiłku i żebrają resztek specjału Gamala.

Niektórzy z nas postanawiają spać pod gwiazdami; wiatr wciska nam piasek w oczy, uszy i usta; a na nieboskłonie spadają komety i wirują gwiazdy….Jako, że jeszcze jest Ramadan nasi muzułmańscy druhowie około trzeciej godziny nabożnie spożywają pożywną zupę z bobu; może zostanie nieco na śniadanie...i... zostało. Od rana safari po pustyni Białej, Kryształowej i Czarnej; krajobrazy powalają nas na kolana. Mistyka tych miejsc ofiaruje się nam bezpośrednio, dotykamy jej bez pardonu.Po drodze jesteśmy w magicznym domu- ogrodzie-galerii Badra – artysty plastyka, to upojne chwile przesycone rzeźbą i malarstwem;  Badr miesza piasek z farbami i tworzy niezwykłe kompozycje malarskie i przestrzenne. Krótki posiłek w El Heiz, w malutkiej oazie, w rodzinnym domu Gamala. Ludzie mają tu jasne uśmiechnięte twarze, żyją w warunkach, które my Europejczycy określilibyśmy jako ubóstwo, tu jest nazywane skromnością; ofiarują nam posiłek, odpoczynek, i oczywiście miętową herbatę zaparzoną w cynowym czajniku nad ogniskiem. Spokój bijący z tego miejsca zapamiętam na długie lata.

Na wieczór wjeżdżamy do świętującego Kairu, to pierwszy świąteczny dzień po Ramadanie, na ulicach kolorowe lampiony, tysiące rozradowanych ludzi; nie sposób przejechać, wszyscy składają sobie świąteczne życzenia, śpiewają i tańczą.Rano jedziemy do na południe do Fajum, do niebieskich jezior i tajemniczej pustyni, po której walają się skamieniałe kości prehistorycznych zwierząt – to Wadi El Hitan – Dolina Wielorybów; piękno tej części Sahary budzi zachwyt i pewien rodzaj tęsknoty.Na koniec tradycyjnie wieńczący wieczór na Nilu na statku z pyszną kolacją i tancerką brzucha (równie pyszną); i jeszcze czas zakupów w zaczarowanym bazarze Khan Khalili; w ulubionej kafejce, Mariusz pyka fajeczkę i popija na przemian to kawę to herbatkę, to słodkie zwieńczenie tej magicznej podróży. Salam.

Jacek Duniowski

Junkers   duni@centrume.krakow.pl

 



GILF KEBIR & GREAT SAND SEA XII 2008


Its Andy & Joolie here, we are now back home in a very wet & cold England! We got back here in the early hours of 31 Dec.

This is just a brief email to let you know that we really apreciated all of your efforts on our trip, we had an exceptionally wonderful, fantastic, brilliant time with you, words cannot describe it.

Also give our heartfelt thanks to Gamel & Goma (& Mohammed) & tell them how much we enjoyed the trip.
Your knowledge of the desert & organisation for this self drive trip by us, was unbelievable, especially as you hadn't undertaken such a trip with a group in thier own cars from England, It started with you helping to sort the border formalities on entry, right through the trip down to the Gilf Kebir and then finally delivering us safely back to Saloom via The Great Sand Sea for our long drive back to England
We were very sad on our last night in the desert just outside Siwa, we just didnt want the experience to end.


You & your team made such a magical place as the deep desert even more special. I wish you all the best for the future in your explorations, and can assure you that we WILL return for more of your excellent company.

Thank you once again for the best experience of our lives.


Andy & Joolie White
awhite8229@aol.com


http://picasaweb.google.co.uk/AndyWhite28/GilfKebir2008Vol1#
http://picasaweb.google.co.uk/AndyWhite28/GilfKebir2008Vol2#
http://picasaweb.google.co.uk/AndyWhite28/GilfKebir2008Vol3

 




GILF KEBIR / UWAYNAT / GREAT SAND SEA - EXPEDITION OCTOBER 2009

Well, once again we want to say a BIG thankyou for organising another wonderful trip to the Gilf & Karkur Talh with you and your excellent 'crew'.

 

As you know we decided to return for another of your expeditions this year, after such a successful trip with you last December, however, to allow us more time (a full month) in Egypt we shipped our cars from the UK as none of us, (Roman & Ewa, who also came last year, Stephen, Jonni and Joolie & myself), could get the time off work needed for the long drive accross Tunisia & Libya, and then back again afterwards , so we then flew in to Cairo where you met us.

 

We had some problems when arriving to collect the cars as the UK shipping agent had sent them to the wrong port!! This did delay our start into the desert, but we would never have got our cars & into the desert without the help of you, your wife Wafaa and brothers in law Ramadan & Mohammed.  I would like again thank them all again for help & their assistance which was  far Beyond The Call Of Duty, also for your organising a flat for us in Cairo & you making us feel so welcome in your house whilst things were being sorted out ( I hope your daughter Farida isnt missing us too much!!)

Anyway after hastily rearranging the permits which involved Ramadan getting a bus (18hour journey if i remember correctly), to Kargha oasis, we finally headed off from Cairo in the early morning, arriving at Dakhla that evening ready for the Deep Desert.

 

The skill & expertise of you & your desert drivers, Gamal & Goma was, as last year, legendary and you safely led us South to Karkur Talh via the eastern Gilf & Gebel Kamil and then back North accross the Gilf Kebir Plateau & through the Great Sand Sea to Siwa, up to Alex to leave our cars for shipping home (organised this time so efficiently by Wafaa & Ramadan, not the UK company we used to come out), and back to Cairo for a couple of days before we had to (unfortunately) fly home.

 

The discoveries of amazing Rock Art in the new cave (we named Wadi Budek)  and the off the beaten track areas of Karkur Talh were absolutely fantastic, as was so much else about the trip.

Every single day I woke up wondering how we could possibly better the previous day.

 

We are certainly hooked on the Egyptian Deserts and all it (and you) can offer, the memories will stay with us for ever.

 

We definately highly reccommend you and your company to anybody contemplating an expedition in Egypt, and I will be returning as soon as possible in the New Year.

 

Thankyou again,

 

Andy & Joolie White.

England

AWhite8229@aol.com

http://picasaweb.google.co.uk/AndyWhite28/Gilf2009Vol1#

http://picasaweb.google.co.uk/AndyWhite28/Gilf2009Vol2#

 




GILF KEBIR / UWAYNAT / GREAT SAND SEA

                        

      EXPEDITION OCTOBER 2009

 

Jonni & Stephen would like to thank you for organising a brilliant and safe trip to the Gilf & Karkur Talh also including thanks to your wife Wafaa and brothers in law Ramadan & Mohammed also drivers Gamal & Goma.

 

The idea for renting an apartment in Cairo was another excellent suggestion from Mariusz and as it turned out saved a lot of money because of the delays we faced in getting our vehicles – the ship was 5 days late and was sent to the wrong port by our shipper(despite them knowing which port to send it to).

 

Once we had the vehicles and the revised permits which involved Ramadan doing a marathon bus journey to Kargha oasis then another bus to Dakhla to met us with the permits, we headed into the desert, with all the previous week frustrations evaporating within the first day.

 

Following the Pharaonic Trail - Cheops/Redjedef's Water Mountain and Abu Ballas or ‘Pottery Hill’ we headed deep into the western desert towards Gilf Kebir, visiting the 'Mud Lions' remains of an ancient lake bed. It didn't take long before we came across WW II relics of the LRDG activities and our first cave paintings at Magharet el Kantara. We then visited 8 Bells, the name is literary spelt out very large in the sand with sand filled fuel containers, so the WW II pilots could see from afar. As this was also the infamous site for the recent kidnapping incident we moved on quickly. Safety was high on Mariusz's priorities and we employed various tactics to keep safe, especially at night.

 

The next day we came across ancient stone tools, these have previously being re-arranged (so according to K Kuper, “the page of history has been ripped out of the book”....a few others were also found but I had to touch, knowing that I was probably the first human to touch this stone since the last owners.... these were left where I found them.

 

After a night in a very secluded camp we headed south to Karkur Talh and the next day Mariusz took us to the well known cave sites...... and in the afternoon we explored a wadi on foot and after around 3 Km we 'found' two caves with some of the best art work I have ever seen (As it turns out these were discovered by some Belgium's in 1968).

 

We were only able to stay here for the day due to the shorted trip caused by the earlier problems, we left and headed North, back to Gilf Kebir, passing and exploring a cluster of meteorite craters. We passed a couple of WW II vehicles, before heading into Wadi Sura and the famous swimmers cave.

After another very secretive camp we headed to the 'New' Wadi Sura and the exceptional cave paintings. These were were at the time of our visit, in the process of being surveyed by a team led by Professor K Kuper – the cave has been 'lasered' and the whole cave photographed so a 3D model can be created and a complete record, before any further deterioration.  These were superb but did not quite match the Karkur Talh cave we found.  We headed for Aqaba pass exploring a unnamed wadi on the way and found a cave with a few cave paintings(so far these don't seem to have been recorded by the smugglers who have previously camped there... now know as 'Waffers' cave in 'Wadi Budek'). By the end of the day we were on the top of Aqaba pass in the dark after fighting with the very soft sand (tire pressures down to 10 pounds).

 

The next day we crossed stony ground, passing superb views over desert to the south were we have just travelled. We were heading to a very narrow and steep sandy pass which drops down to Wadi Hamra. Dropping down into the wadi we were greeted with green plants ( admittedly not like England, but not seeing green plants for 8/9 days they stood out).

 

From Wadi Hamra we headed North into the Great Sand Sea, although not as soft as I imagined it would be, it was great to be engulfed by a 'proper desert'. Through the crossing of the sand sea, we came across the famous jewel of the sahara... 'Silica Glass'.   Gamal, Mariusz's driver found a large piece of glass 2-3Kg!!! This was subsequently hidden so with a GPS point so they can 'find' it again on subsequent trips.

 

We finally ended on the outskirts of Siwa at the at a 'Hot spring' the first bath for three weeks... after relaxing 2hours we head to our accommodation in the town of Siwa and back to civilisation.

 

From here we headed quickly to Alexandria to drop our cars off in the capable hands of Ramadan to be shipped back to England.

 

An excellent trip and again thanks to our friends Mariusz and team.

 

Stephen & Jonni

Yorkshire

England

stephencoates290@btinternet.com



Galeria z ekspedycji- Roman Gozdzikowski

http://www.panoramio.com/user/3866366?comment_page=1&photo_page=1


WYPRAWY DLA SEKTORA NAFTOWEGO, WIELKIE MORZE PIASKU, EGIPT. MAJ-CZERWIEC 2011


GILF KEBIR / WIELKIE MORZE PIASKU - STYCZEN-LUTY 2012

Mistyczna Sahara. Styczeń-luty 2012.

Wiele podróżujemy poznając piękno świata – przyrodę i dzieła stworzone przez człowieka. Podczas podróży kilkakrotnie odwiedziliśmy pustynie: Namib, Atacama, Wadi Rum, na Synaju, w środkowym Iranie, w Maroku na Ergu Chebbi… zawsze w oparciu o stałe siedziby ludzkie. Marzyło się nam intensywne, wielodniowe spotkanie „sam na sam” z pustynią, z jej bezwzględnym żywiołem, tajemniczością, pięknem.

 

        Nawiązaliśmy kontakt z panem Mariuszem Budkiem, który obiecał spełnienie naszych marzeń. Spotkaliśmy się w Kairze w styczniu 2012, gdzie przejął opiekę nad naszą grupą „miłośników pustyni”. Opieka była kompletna, obejmowała transport, pełny wikt i noclegi. Noclegi w oazach Bahariya i Dakhla były w wygodnych hotelach, a podczas podróży pustynnej w namiotach, gdzie nasze śpiwory nie przewidziane na temperatury niewiele ponad 0°C nocą zostały doposażone ciepłymi kocami.

       

Celem kilkunastodniowej podróży po egipskiej Saharze był Gilf Kebir usytuowany w południowo-zachodnim krańcu Egiptu, w bezpośrednim sąsiedztwie granic z Sudanem i Libią. Podróżowaliśmy „szlakiem faraońskim”, zwiedzając jaskinie, w których nasi przodkowie sprzed tysięcy lat zaznaczyli swą obecność malowidłami naskalnymi i wyrytymi petroglifami obrazującymi ich środowisko. Duże wrażenie zrobiły na nas pozostałości II wojny światowej, której teatrem była także Sahara – wraki samochodów wojskowych, kanistry na benzynę lotniczą.

 

        Po powrocie często zadawanym nam pytaniem było: „czy krajobraz pustynny był monotonny, czy podróż była nużąca?” Odpowiedź jest zdecydowana: nie! Krajobrazy zmieniały się jak w kalejdoskopie, kolorystyka była urzekająca: wielość odcieni koloru żółtego piasku, czarno-fioletowo-granatowych kamieni, błękitu nieba, czerwieni wschodzącego i zachodzącego Słońca, przeźroczystej zieleni kryształów tajemniczego „silica glass”. Widok z krawędzi płaskowyżu Gilf Kebir na Wadi Hamra - Czerwoną Dolinę, w której rosną zielone drzewa akacjowe zostanie na zawsze w naszej pamięci.

 

Wielkim przeżyciem była podróż przez Wielkie Morze Piasku – podróż kamiennymi korytarzami wzdłuż kilkudziesięcio-kilometrowych wydm, a także przekraczanie wydm o wysokości 150 m Świadomość, że w promieniu kilkuset kilometrów nie ma żadnego śladu życia napawałaby strachem, gdyby nie pełne zaufanie w doświadczenie pana Mariusza i jego sprawdzonej w wielu ekspedycjach pustynnych ekipy.

 

Podróżowaliśmy wygodnie samochodami Toyota Land Cruiser, które prowadzili mieszkańcy oazy Bahariya: Gamal, Safy i Goma. Oprócz zadania kierowców pełnili oni również wszystkie inne zadania niezbędne do przeżycia w ekstremalnych warunkach pustynnych, w tym przygotowywanie gorących, pożywnych, smacznych posiłków trzy razy dziennie.

 

Nasza podróż trwała tylko dwa tygodnie, ale piękne wspomnienia zostaną na długo. Na zawsze. Nasze marzenia o pustynnej przygodzie dzięki panu Mariuszowi i jego współpracownikom zostały w pełni zrealizowane.

Renata i Bogumił Decowie. Katowice – Polska.

renatadec@hot.pl



GILF KEBIR / WIELKIE MORZE PIASKU 2012

Pobyt na pustyni dostarcza wrażeń trudnych do opisania. Miałam szczęście odbyć sześć wypraw na Saharę (Maroko, Tunezja, dwukrotnie Libia, Algieria i Egipt); każda z nich była inna i w swoim rodzaju niepowtarzalna – miały jednak wiele wspólnego.

 

Tegoroczna (styczeń/luty 2012), egipska ekspedycja została zorganizowana i przeprowadzona przez Mariusza Budka, Polaka od wielu lat mieszkającego z rodziną w Kairze. Trasa wiodła z Bahariji przez Dakhlę i dalej Szlakiem Faraońskim w najmniej znane i najbardziej niebezpieczne rejony Sahary na pograniczu Egiptu, Libii i Sudanu. Naszym celem był Gilf Kebir i słabo dotąd spenetrowane tzw. Wielkie Morze Piasku ze strefą Kryształu Libijskiego. Rejon jest dość niebezpieczny z uwagi na prowadzące tędy szlaki przemytników broni, narkotyków, a przede wszystkim ludzi. Mimo to, dzięki profesjonalizmowi Mariusza i jego ekipy cały czas czuliśmy się pod każdym względem komfortowo, choć warunki były bardzo trudne a i pogoda nas nie rozpieszczała (nocą temperatura spadała do około zera stopni Celsjusza)

 

Podczas wyprawy przemieszczaliśmy się Toyotami Land Cruiser z napędem na cztery koła. Obozowaliśmy w namiotach lub pod gołym niebem, jedliśmy tradycyjne, beduinskie potrawy, a  do picia i mycia dostawaliśmy 1,5 litra  wody na dobę, na osobę.

 

Podróż przez pustynię jest fascynująca : mijane po drodze krajobrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Mijamy wspaniałe formacje skalne, pilastry, wieżyce, łuki skalne i pieczary oraz groty z rysunkami naskalnymi oraz rytami sprzed wielu tysięcy lat. Nawet, jeśli przemierzamy odcinki płaskie, to i tak nie ma mowy o monotonii : raz jest to piasek, zmieniający kolor w zależności od pory dnia, innym razem kolorowy żwir, czasem przechodzący w hamadę czyli pustynię kamienistą. A hamada może być litą, gładką skałą lub ciekawymi formacjami mineralnymi, jak np. róże pustyni, spetryfikowane drzewa, że nie wspomnę o krysztale libijskim czy czerwonej Wadi Hamra , kryształowej,  białej lub czarnej pustyni.

Ekscytującym doznaniem jest jazda samochodami po wydmach wysokich na kilkadziesiąt i więcej metrów – ma się wrażenie unoszenia w powietrzu i spadania w przepaść; wymaga to pojazdu z napędem na cztery koła oraz perfekcyjnej techniki jazdy, ale nasi kierowcy  byli mistrzami tego fachu.

 

W południe, często bezskutecznie, szukamy cienia, aby przygotować i zjeść lunch (nie znam polskiego określenia na ten południowy posiłek ; małe conieco ? podobiadek ?) oraz trochę odpocząć.

 

A co do przeżyć i wrażeń, to jak już napisałam : trudno je opisać. Jeśli chodzi o mnie, to bezmiar, bezkres pustyni wcale mnie nie przytłacza – przeciwnie – daje poczucie silnej więzi z otoczeniem.  Z jednej strony całkowita izolacja: nigdzie nie ma takiej ciszy jak na pustyni, słychać bicie własnego serca i szmer piasku usuwającego się spod nóżek chrząszcza. Wielokrotnie spałam pod gołym niebem – zarówno w Polsce, jak i w innych krajach, ale spanie na pustyni, pod „osłoną nieba”, to zupełnie co innego. Gwiazdy wydają się być w zasięgu ręki a granatowe niebo ma miękkość aksamitu. Wschody i zachody słońca….niby to banalnie, ale po prostu brakuje słów.

 

Z drugiej strony to – choć tak krótkie – wspólne bytowanie na tym pustkowiu budzi w każdym głębokie poczucie wspólnoty, solidarności – czujemy, że wzajemnie od siebie zależymy i że możemy wzajemnie liczyć na swoją pomoc.

 

Nocami siedząc  przy  wspólnym ognisku czuliśmy, że nie jesteśmy tylko turystami, którzy „płacą i wymagają”, lecz towarzyszami we wspólnej wędrówce i początkowo ze zdziwieniem, a potem z pełnym zrozumieniem obserwowaliśmy, że mimo wykonywanej przez nich ciężkiej pracy, wyprawa cieszy  ich  w tym samym stopniu, co nas. Późno w nocy zasypialiśmy przy ognisku,  przy gwarze ich rozmów i śmiechów, a gdy budziliśmy się przed świtem, herbata była już gotowa.

 

          Nie darmo od najdawniejszych czasów ludzie udawali się na pustynię w poszukiwaniu Absolutu, ale i samych siebie. Pobyt w takich warunkach daje okazję do spojrzenia na własne życie z dystansem, pozwala przewartościować wiele spraw, rozwiązać wiele problemów.

          Raz jeszcze dziękuję Mariuszowi, że tak wspaniale poprowadził naszą ekspedycję.

 

Krystyna Słoczyńska wraz z towarzyszami podróży

 

sloczynska@autocom.pl